Gdy dojechaliśmy pod wielki, biały budynek z kratami, zobaczyłem wielki napis „SZPITAL PSYCHIATRYCZNY”. Przestraszyłem się nie na żarty, zacząłem się szarpać, ale pasy były bardzo mocne, a pielęgniarze silni. Zaciągnęli mnie do gabinetu. Lekarz w średnim wieku mnie zbadał i wpisał coś w karcie pacjenta. Z tego, co udało mi się wyczytać, to była depresja.
- Zostanie pan u nas na trochę. Wszystko będzie dobrze – uśmiechnął się przyjaźnie i zaprowadzono mnie do pokoju. Był sterylnie czysty, oślepiająco biały i bez klamek.
Położyłem się na łóżku, licząc, że mają tylu pacjentów, że o mnie zapomną i nadal gapiłem się w sufit, rozmyślając.
Jednak tak byłoby za dobrze. Już po godzinie przyszedł do mnie jakiś chłopak. Trochę starszy i wyższy ode mnie. Był całkiem przystojny, miał krótkie, dokładnie ułożone czarne włosy. Zamiast białego fartucha lekarskiego był ubrany w białe rurki i biały sweter. Choć uśmiechnął się przyjaźnie, i tak odsunąłem się pod ścianę przy moim łóżku i otuliłem się kołdrą. Mimo wszystko to był psychiatryk i nikt, kto tu pracował, nie mógł być normalny.
- Hej. Jestem Suho – podał mi rękę, nadal mając na ustach nieśmiały, choć pełen przyjaźni uśmiech.
Nie uścisnąłem mu dłoni, nadal uważnie go obserwowałem. Po dłuższej chwili chłopak z skinął sam sobie, zabrał rękę i mówił dalej:
- Jestem tu studentem na praktykach i pozwolono mi się tobą opiekować, dopóki nie wydobrzejesz, więc chciałbym, byśmy się lepiej poznali… Ale skoro nie chcesz rozmawiać, to chociaż coś zjedz – wyszedł z pokoju, zamykając go na klucz, jednak po chwili wrócił z tacką kanapek i uroczym kubkiem w świnki, z którego parowała gorąca herbata. Postawił tackę na stoliku przy moim łóżku, usiadł na fotelu w drugim końcu pokoju, wziął jakąś książkę, którą wziął sam nie wiem, skąd, po czym zaczął czytać.
Patrzyłem niepewnie to na niego, to na jedzenie. Mimo wszystko przez te 10 dni jechałem tylko na coli i wodzie, jakie miałem w pokoju, więc zacząłem czuć głód. Niepewnie i powoli przysunąłem się do krawędzi łóżka, nadal otulony kołdrą i niepewnie wziąłem kanapkę.
- Smacznego – powiedział z uśmiechem, wciąż patrząc w książkę.
Wiedziałem, że tak naprawdę mnie obserwuje. Skinąłem lekko głową i zacząłem jeść. Na początku byłem ostrożny i powolny, jednak instynkt przetrwania tym razem górował, więc zjadłem i wypiłem wszystko szybciej niż myślałem.
- Chyba ci smakowało. Sam robiłem – powiedział widocznie dumny z siebie. Podszedł do mnie, jednak znów się odsunąłem.
- Nie zrobią ze mnie wariata - spojrzałem na niego z mieszanką podejrzliwości i strachu.
Suho popatrzył na mnie ze spokojem:
- Jak nie chcesz mówić, możesz pisać – położył przede mną notatnik i długopis, po czym zastygł w bezruchu. Gdy po kwadransie nie wziąłem ich do ręki, zaśmiał się tylko delikatnie - Jestem widocznie nudną osobą – znów usiadł w fotelu i czekał, spoglądając od czasu do czasu na mnie i od czasu do czasu zagadując, jednak byłem nieugięty. Po 3 godzinach kulturalnie się pożegnał i wyszedł.
***
Byłem tam już jakiś tydzień. Tylko Suho był w miarę normalny. Czasem zaglądał do mnie ordynator, by sprawdzić, czy jeszcze żyję, a gdy zobaczył, że oddycham, wychodził bez słowa. Pielęgniarze przynosili mi papkę, którą nazywali jedzeniem, a każdego ranka łapali mnie i wciskali na siłę do ust tabletki. Połykałem je szybko, by jak najszybciej mnie puścili. Po prochach czułem się nieco senny i przymulony, ale nic poza tym. Bałem się każdego, kto wchodził do mojego pokoju, w nocy słychać było dziwne dźwięki, jakie wydawali z siebie pacjenci. Bałem się
Nadal nie rozmawiałem z Suho. Bałem się, że zacznie mnie wypytywać i robić psychoanalizę, używając bardzo wielu trudnych słów, których bym nie zrozumiał. Jednak ufałem mu na tyle, że jadłem tylko kanapki zrobione przez niego. Naprawdę były smaczne.
***
Stałem na cmentarzu. Rozejrzałem się. Wokół było pełno nagrobków ze zdjęciem mojej siostry. Nagle pojawiła się w alejce, jednak nie ta Sulli, którą pamiętałem. Ta Sulli była trupio blada, z włosami opadającymi na twarz i z pustymi oczami. Szła w moją stronę. Z drugiej strony szli rodzice. Cała trójka szeptała wrogo „winny”. Ich szepty zdawały się dla mnie ogłuszające.
Obudziłem się z krzykiem. Poczułem przy sobie dziwne ciepło.
- To tylko zły sen – wyszeptał mi do ucha Suho – Co ci się śniło?
Najpierw zaskoczony odsunąłem się od niego gwałtownie, jednak odetchnąłem, gdy zły sen minął. Wzruszyłem tylko ramionami z miną typu „a co cie to obchodzi?”
- No dobrze. Nieważne, co to było, najważniejsze, że już się obudziłeś.
- Nie wiesz, jak to bolało... - pomyślałem i pod wpływem emocji wtuliłem się w niego drżący. Ku mojemu zaskoczeniu przytulił mnie czule i usnęliśmy razem.
***
Byłem tam już jakiś miesiąc. Trochę schudłem, bo żyłem tylko na kanapkach Suho. Nic się nie zmieniało, każdy dzień był praktycznie identyczny. Czułem się bardzo samotny, nie dostałem żadnej wiadomości ani od rodziców, ani od żadnego z moich znajomych. Nawet od Jongina... Tylko codzienne wizyty studenta i jego książki choć trochę umilały mi życie.
Pewnego ranka do mojego pokoju wpadli nagle nowi pielęgniarze, dali leki i zaczęli rozbierać. Szamotałem się, ale to nic nie dało.
- Uspokój się! Trzeba cie umyć, bo taki duży chłopak, a od kiedy cię przyjęliśmy, sam się nie umyłeś! – huknął jeden z nich.
Pisnąłem. Czułem się, jakby chcieli mi coś zrobić strasznego.
W środku szamotaniny, kiedy desperacko próbowałem zakryć swą nagość, do pokoju wszedł Suho. Spojrzałem na niego przestraszony i zawstydzony.
- Co tu się dzieje?! Co mu robicie?! Natychmiast przestańcie! – krzyknął, marszcząc brwi.
- Chcemy go umyć, brudas wcale się nie myje, to nie jest normalne – powiedział jeden z pielęgniarzy.
- To ja to zrobię. Sam. Wynocha mi stąd! – wygonił wszystkich z pokoju i zamknął drzwi na klucz od wewnątrz.
Siedziałem skulony na podłodze, zakrywając krok piżamą, bo nie zdążyłem jej założyć. W życiu nie czułem się tak upokorzony. Miałem spuszczoną głowę, a moje policzki płonęły czerwienią. Łez już nie kontrolowałem.- No dalej, wyjdź stąd - powtarzałem w myślach. Nie chciałem mu patrzeć w oczy. Byłem teraz słabszy i gorszy niż kiedykolwiek. Chciałem zostać sam. Jednak zamiast usłyszeć odgłos zamykanych drzwi, poczułem ciepło kołdry.
- Osobiście dopilnuję, by stąd wylecieli. Nie każdy ma powołanie do tego zawodu – westchnął Suho i otarł mi łzy ciepłymi dłońmi – A co do kąpieli, naprawdę ci pomogę. - zamyślił się chwilę - Będzie miło i nikt cię nie będzie oglądał, ale obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz - spojrzał mi w oczy.
Niepewnie skinąłem głową. Bo co miałem zrobić? I tak nie odzywałem się do kogo ani słowem.
Uśmiechnął się lekko, wyszedł i wrócił po chwili z jakąś kurtką. Otulił mnie nią i złapał mnie za rękę:
- Na mój znak idziemy najszybciej, jak możemy, dobrze? - spojrzał mi w oczy z poważną miną.
Pokiwałem głową i wyjrzał na korytarz. Gdy ścisnął moją dłoń, ruszyliśmy pustym korytarzem. Pewnie akurat była pora terapii grupowych i indywidualnych. Gdy wyszliśmy na dwór, Suho wziął mnie na ręce, widząc, że nie mam żadnych butów. Szybko zaniósł mnie do swego auta. Zapiąłem pasy, a Suho wsiadł za kierownicę. Dopiero po chwili zorientowałem się, że Suho nie ma kurtki. W pierwszej chwili chciałem ją ściągnąć i mu ją oddać, ale poczułem, jak na policzki wypływa mi rumieniec, więc nic nie robiłem całą drogę.
Dojechaliśmy do wieżowca, chłopak zaniósł mnie do budynku, wsiedliśmy do windy i weszliśmy do jego mieszkania. Było przestronne i eleganckie. Aż poczułem się w nim dziwnie, jak wieśniak.
- Mogę? – spytał Suho, gdy chciał zdjąć mi kurtkę. Nie chcąc go już nadwyrężać, sam ją zdjąłem i odwiesiłem.
Zaprowadził mnie do łazienki. Stała tam duża kabina prysznicowa, w której mogłyby się myć i 3 osoby. Gdy zaczął się rozbierać, odwróciłem się.
- Hej, spokojnie... Przecież miałem cię umyć, więc nie tylko ty musisz być nagi – poklepał mnie po ramieniu ze śmiechem. Gdy rozebrał się do majtek, zaczął mi powoli odpinać guziki od górnej części piżamy – Jeśli źle się z tym czujesz, po prostu to przerwij – pogłaskał mnie po włosach i wrócił do przerwanej czynności. Patrzyliśmy przy tym wciąż na siebie. Dziwnie się z tym czułem, więc odwróciłem wzrok, zabrałem jego ręce i rozebrałem się sam.
Gdy obaj zostaliśmy w samych bokserkach, Suho uśmiechnął się do mnie:
- No dobra, zdejmujemy to na trzy. Raz… Dwa… Trzy! – ściągnęliśmy szybkim ruchem bieliznę.
Zlustrowałem wzrokiem jego ciało, jednak on ani myślał robić tego samego. Zaprowadził mnie do kabiny, polał przyjemnie ciepłą wodą, wziął gąbkę, nalał na nią czekoladowy żel pod prysznic i zaczął myć mi plecy:
– Rany, nie masz ani jednego pieprzyka – powiedział zaskoczony, ale czułem, że się uśmiechał.
Nie wiem, czemu, ale zarumieniłem się lekko na ten komentarz. Zadowolony poddałem się jego dłoniom. Mył mnie całego, łaskocząc delikatnie co jakiś czas i unikając sfer intymnych. Pod koniec umył mi głowę i odwrócił się – Umyjesz mi plecy?
Skinąłem lekko głową, wziąłem delikatną myję, nalałem na nią ślicznie pachnącego żelu i zacząłem go myć. Miał delikatną, jasną jak porcelana skórę. Podobała mi się. Myłem ją dokładnie, omijając okolice krocza i pośladków. Gdy umyłem mu włosy, opłukaliśmy się. Zrobiło mi się głupio, gdy zobaczyłem kolor wody. Spojrzałem na niego, jednak on zamiast się brzydzić, spokojnie mnie opłukiwał, wodząc dłońmi po moim torsie. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie i pomogłem mu zmyć z niego mydliny, po czym wyszliśmy spod prysznica:
- Oberwę za to, że cię wyniosłem z budynku, wiesz? – zaśmiał się i zaczął mnie wycierać.
Otuliłem go ręcznikiem:
– Dziękuję – wyszeptałem ledwo słyszalnie i przytuliłem go.
Suho nieco zaskoczony przytulił mnie delikatnie po chwili:
– Masz ładny głos – sam nagle zaczął szeptać.
- Dziękuję – uśmiechnąłem się ze łzami w oczach i schowałem twarz w ręczniku.
- Ciii… Nie płacz, jestem tu – zaczął mną kołysać.
Było tyle rzeczy, o których chciałem mu powiedzieć: o Sulii, o rodzicach, o Kaiu, o wszystkich znajomych, o samotności, strachu... Ale nie mogłem przez jakąś blokadę w sobie. Nawet, jeśli robił to wszystko tylko, bo musiał, i tak chciałem mu to powiedzieć.
Staliśmy przytuleni długą chwilę, po czym Suho dał mi nowe ubrania: ciepłe, czarne spodnie i mięciutki, wełniany, biały sweter z golfem. Był na mnie trochę za duży, więc w nim wręcz tonąłem.
– Uroczo wyglądasz – zaśmiał się starszy, składając starannie moją piżamę. Schował ją do torby i wróciliśmy do ośrodka. Udało nam się wrócić do pokoju bez świadków, jednak gdy Suho wychodził z pokoju, usłyszałem, jak ordynator zrobił mu awanturę na korytarzu.
Zacząłem walić w drzwi, chciałem to wyjaśnić. Bałem się, że on przeze mnie wyleci, a przecież zrobił dla mnie coś dobrego. Moje walenie poskutkowało wejściem pielęgniarzy i przypięciem mnie pasami do łóżka. Krzyczałem i wyrywałem się, musiałem zrobić wszystko, by mnie puścili i bym mógł to wyjaśnić. Jednak moje krzyki przyniosły odwrotny skutek. Dostałem zastrzyk. Poczułem się senny i dalej nie wiem, co się działo.
Zacząłem walić w drzwi, chciałem to wyjaśnić. Bałem się, że on przeze mnie wyleci, a przecież zrobił dla mnie coś dobrego. Moje walenie poskutkowało wejściem pielęgniarzy i przypięciem mnie pasami do łóżka. Krzyczałem i wyrywałem się, musiałem zrobić wszystko, by mnie puścili i bym mógł to wyjaśnić. Jednak moje krzyki przyniosły odwrotny skutek. Dostałem zastrzyk. Poczułem się senny i dalej nie wiem, co się działo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz