Zastygłem
w bezruchu, próbując przetworzyć informacje:
- Przecież… Przecież to były raptem 2 ulice… -
powiedziałem cicho, czując, że wargi same z siebie się poruszają.
- Temu, kto zaciągnął ją do bramy, jakoś to nie
przeszkadzało! – ojciec nie zmienił tonu. Poczułem dreszcze. Wiedziałem, że
chętnie by mnie teraz ukarał w niezbyt przyjemny sposób. W końcu to była
córeczka tatusia.
Momentalnie otrzeźwiałem:
– Gdzie ona jest?
- Na komisariacie, składa zeznania – warknął, a mnie już
nie było.
Pędziłem na złamanie karku
mimo bólu głowy, który teraz zdawał się prawie minąć. Po 10 minutach zdyszany
wszedłem do budynku policji:
– Dzień dobry, jestem Do Kyungsoo. Moja siostra, Do
Sulli, właśnie składa zeznania. Mogę wiedzieć, gdzie ona jest?
Policjant wskazał mi korytarz.
Pobiegłem nim, a na jego końcu zobaczyłem mamę z twarzą ukrytą w dłoniach. Niepewnie
podszedłem do niej, usiadłem obok i przytuliłem ją mocno:
– Mamo, przepraszam – wyszeptałem.
Poczułem, jak odwzajemnia
uścisk:
– Przepraszaj
siostrę, nie mnie – załkała cicho.
- Gdzie ona jest?
- Przesłuchują ją i badają – szepnęła łamiącym się
głosem.
Puściłem ją, wstałem i z
nerwów zacząłem chodzić w te i z powrotem, przygryzając wargę. Przestałem, gdy
Sulli wyszła z sali przesłuchań. Miała opuchnięte wargi i guza, a jej źrenice
były powiększone ze strachu. Poczułem nieprzyjemne ukłucie w sercu .Ukłucie
poczucia winy.
Podszedłem do niej natychmiast
i objąłem ją mocno:
– Przepraszam – szepnąłem, nie mogąc wykrztusić z siebie
nic innego, a ona pisnęła i zaczęła się szarpać. Puściłem ją, a ona natychmiast
się odsunęła. Zaskoczyło mnie to – Siostrzyczko, coś zrobiłem nie tak?
- Nie, ale… Nie zbliżaj się do mnie – spuściła wzrok, zaciskając swoje szczupłe dłonie.
- Nie, ale… Nie zbliżaj się do mnie – spuściła wzrok, zaciskając swoje szczupłe dłonie.
- Chciałbym cię przytulić… – zrobiłem krok w jej stronę,
a ona odsunęła się ode mnie o 2 kroki. Zabolało mnie to, czułem, ze to przeze
mnie.
Przyszła policjantka i złapała
delikatnie dłoń mojej siostry:
- Przepraszam pana, ale pani potrzebuje teraz wizyty u
psychologa –wskazała drzwi na drugim końcu korytarza, po czym zaprowadziła tam
Sulli.
Podszedł do mnie policjant:
- Proszę nie brać tego zbyt do siebie, zgwałcone kobiety
nie mają zaufania do płci męskiej
- Jak mam tego nie brać do siebie?! Moją ukochaną siostrę
zgwałcono, a ja miałem jej pilnować! – zacząłem krzyczeć. Czułem, że to moja
wina. Czułem to każdą komórką swojego ciała.
- Proszę się uspokoić, nerwy tu nic nie dadzą – policjant
posadził mnie na krześle.
Usiadłem na krześle i
schowałem twarz w dłoniach. Poczułem ramiona mamy obejmujące mnie czule.
Wtuliłem się w nią jak małe
dziecko:
– Przepraszam… Przepraszam… - wyszeptałem, a z oczu
poleciały mi łzy.
***
Siedziałem
w pokoju w chłodny, październikowy wieczór i próbowałem się skupić na lekcjach,
gdy usłyszałem, jak drzwi wejściowe się otwierają.
- Jesteśmy! – zawołał tata z przedpokoju. Przywiózł Sulli
z poradni. Chodziła do psychologa już od kilku miesięcy.
Wstałem i poszedłem ich
przywitać:
- Hej – pomachałem siostrze przy wejściu, na co ona tylko
skinęłam mi lekko głową i poszła do swojego pokoju. Nasz kontakt się popsuł od
tragedii, jaka ją spotkała. Nie wiedziałem, czy obwinia mnie za to, co się
stało czy po prostu nadal boi się chłopaków w moim wieku.
Wróciłem do swojego pokoju.
Nie mogłem sobie znaleźć miejsca od kiedy to wszystko się wydarzyło. Jeszcze
nie rozmawiałem o tym otwarcie z Sulli. Bała się mnie. Nie mogłem tak dłużej…
- Kyungsoo, weź się w garść, to ty jesteś mężczyzną i ty
to załatw – szepnąłem do siebie.
Jak powiedziałem, tak
zrobiłem. Wstałem, poszedłem do kuchni i zrobiłem ulubione danie mojej
siostrzyczki, po czym poszedłem z nim pod jej pokój. Zapukałem, a gdy nie
usłyszałem odpowiedzi, powoli sam otworzyłem drzwi, myśląc, że słucha muzyki w
słuchawkach i mnie po prostu nie usłyszała:
- Sulli, możemy porozma… - urwałem i upuściłem talerz w
przerażeniu. Zobaczyłem Sulli w piżamie, wiszącą na żyrandolu na podartym
prześcieradle. Oczy miała puste, a większość twarzy zasłaniały jej włosy.
Wyglądała, jak dziewczynka z ringu. Zimna, blada i bez życia. Ale to nie był
film. To była prawda. Prawda gorsza od najstraszniejszego horroru.
- Mamo! Tato! Dzwońcie po pogotowie!!! – krzyknąłem, ile
sił w płucach i stanąłem na stołku, by ją ściągnąć. Zdjąłem pętlę z żyrandola,
a Sulli opadła na podłogę z głuchym tąpnięciem. Nie ruszała się, wyglądała, jak
manekin. Nawet nie pisnęła, nie jęknęła, cokolwiek… Ze łzami w oczach klęknąłem
przy niej i zacząłem ją reanimować. Była ciepła, wierzyłem, że ją uratuję.
Gdy
przyjechała karetka i ratownicy zabrali Sulli, wskoczyłem za nimi do ambulansu, jednak
lekarz mnie powstrzymał:
- Nie ma sensu, by jechał pan do kostnicy…
Zacisnąłem pięści z szeroko
otwartymi oczami:
– Nie! To nieprawda! Przecież jest jeszcze ciepła!
Przecież to stało się przed chwilą! Chociaż byście spróbowali ją uratować! - mój głos stał się nagle głośny i piskliwy.
- Proszę pana, jej serce już przestało bić. Zabrakło
tlenu – powiedział spokojnie mężczyzna i wyprowadził mnie z karetki, wrócił się
do niej, po czym ambulans odjechał z moją siostrą. Z moją martwą siostrą.
Ze
łzami w oczach wróciłem do domu. W pokoju Sulli zastałem mamę zawodzącą
rozpaczliwie i ojca tulącego ją. Wiedziałem, że sam ledwo się trzyma.
Natychmiast otarłem łzy i podszedłem do nich
– Tato, ja się zajmę mamą – szepnąłem.
On tylko pokiwał głową, puścił
ją i poszedł do siebie, zamykając za sobą drzwi na klucz. Natychmiast zająłem
jego miejsce przy mamie i przytuliłem ją do siebie. Nie chciałem jej pocieszać,
bo jak? Jakie słowa pomogą przy takim bólu?
Siedziałem
z mamą całą noc, tuląc ją i ocierając jej łzy. Przysiągłbym, że kilka razy
usłyszałem ciche łkanie z sypialni rodziców.
***
- Powinniśmy się przestać spotykać - powiedział Kai, odsuwając się, gdy na powitanie chciałem się do niego przytulić.
Zamarłem i odsunąłem się:
- Co? A-ale czemu? - spytałem drżącym głosem.
- Nie mogę być z kimś, kto ciągle użala się nad sobą. Wiem, że twoja siostra popełniła samobójstwo, ale to było rok temu! Co się stało, to się nieodstanie. Życie idzie do przodu. Chcąc nie chcąc, musisz iść dalej, zrozum.
- Wiem... Przestanę o tym przy tobie gadać, obiecuję - złapałem go za rękaw.
- Tu nie chodzi o to, czy ty mówisz, czy nie - wyszarpał się z uścisku mojej dłoni. - Ciągle chodzisz smutny, cokolwiek nie zaproponuję, to tylko wzruszasz ramionami, seksu też nie uprawialiśmy od roku, tracimy kontakt ze znajomymi... Psycholog powiedział, że powinieneś iść do psychiatry, ale ty, zamiast go posłuchać, nie chciałeś chodzić już w ogóle na jakiekolwiek wizyty.
- Ale... Ale zbyt trudne jest wywlekanie spraw przed obca osobą... - wyszeptałem ze łzami w oczach.
- Tak ci źle i tak niedobrze. Nie płacz, znajdziesz sobie kogoś - poklepał mnie po ramieniu. - Ale najpierw się ogarnij, bo jak sam ze sobą nie będziesz szczęśliwy, to z innymi tym bardziej nie - rzucił przez ramię i odszedł. Tak po prostu, nie oglądając się za siebie.
Zostałem sam. Sam, samiuteńki pod naszym ulubionym drzewem w naszym ulubionym parku. Łkając cicho, wróciłem do domu. Moje łzy zamarzały na grudniowym zimnie. Mimo że nie ukrywałem łez, mama udała, że ich nie widzi i powitała mnie sztucznym uśmiechem. Odwzajemniłem go i zamknąłem się w pokoju.
Od kiedy Sulli się powiesiła, moi rodzice bardzo wolno dochodzili do siebie. Mówili, że nadal mnie kochają, ale z ich oczu dało się wyczytać "winny". Cały dom pogrążał się w niezręcznej ciszy, bo jedyne, co mieli mi do powiedzenia to "winny". To słowo wisiało w powietrzu i tylko utrudniało wszytsko, nawet oddychanie.
Skuliłem się na łóżku. Kai był moją jedyną ostoją. Jedyną osobą, której mogłem opowiadać o całym swoim bólu. Teraz zostałem z niczym. Nie mogłem pohamować łez. Płakałem i płakałem cały wieczór i całą noc. Dopiero nad ranem usnąłem.Wstałem popołudniu i poszedłem do toalety. Rodzice byli w domu, ale nie zapytali, czemu nie poszedłem do szkoły, nie zapukali do mojego pokoju, nawet nie powiedzieli mi dzień dobry...
Zamknąłem się u siebie i leżałem w łóżku, wpatrzony w sufit.
***
Po 10 dniach leżenia w łóżku, ktoś zaczął walić w moje drzwi:
- Otwierać! - odezwał się donośny, męski głos.
Przestraszyłem się i skuliłem pod kołdrą.
- Otwierać, policja! - krzyknął inny głos.
"Nic nie zrobiłem: pomyślałem przestraszony, chowając się pod kołdrę.
Mężczyźni walili w drzwi jakiś kwadrans, po czym je wyważyli. Przywarłem do ściany otulony kołdrą i patrzyłem przestraszonym wzrokiem, jak obcy ludzie włamują mi się do pokoju.
- Żyć żyje, ale dobrze, że nas wezwaliście - powiedział policjant.
"Oni mnie pomylili z jakimś przestępcą" pomyślałem i owinąłem się tak, ze nawet twarzy nie było mi widać.
Nagle do pokoju weszło kilku mężczyzn w białych kitlach. Chwycili mnie za ręce i zaczęli mnie ciągnąć. Szarpałem się wystraszony, nie rozumiałem, co się dzieje. Patrzyłem na rodziców, ale oni tylko uśmiechali się pogodnie w moją stronę.
- Wszystko będzie dobrze, synku - powiedziała mama, jednak jej nie uwierzyłem.
Panowie w bieli wynieśli mnie siłą, przypięli do dziwnego łóżka w ambulansie i odjechaliśmy, zostawiając za sobą moich rodziców i wyglądających z okien sąsiadów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz